Home Contact Sitemap

mojemiasto.org.pl

Ubi concordia, ibi victoria !

Partycypacja społeczna w projektowaniu jest postawa, która może zainicjować zmiany w tworzeniu i zarzadzaniu srodowiskiem życia ludzi. - Prof. H. Sanoff

HOME · Działania mieszkańców · Bez demokracji lokalnej nie ma Europy


Bez demokracji lokalnej nie ma Europy

Bez demokracji lokalnej nie ma Europy
Grzegorz Blachowski, źródło: Gazeta Wyborcza 2007.11.14

MÓJ KAWAŁEK EUROPY-LYON.
W Lyonie urząd jest dla mieszkańców, a władza podejmuje decyzje w ich imieniu. U w Łodzi? To my jesteśmy dla urzędu, a włodarze decydują najczęściej za naszymi plecami Kader Tousni - 26 lat. Pochodzi z Tunezji, we Francji mieszka od kilku lat. - Dostałem obywatelstwo. Ale dopiero teraz mogę ubiegać się o dowód osobisty - mówi. - To bardzo ułatwia życie. Będę w końcu Francuzem pełną gębą - cieszy się. Postanowiłem mu towarzyszyć przy tej - jak się okazało - banalnie prostej czynności.

Sprawa urzędowa to chwila
Żeby wyrobić dowód osobisty podobnie jak w Polsce trzeba przygotować kilka dokumentów. Ich druki dostępne są na stronie internetowej urzędu. Z wypełnionymi papierami Kader gotowy jest do wizyty w merostwie. Ponieważ mieszka w pierwszej dzielnicy, udaje się do odpowiedniej delegatury. Lyon, podobnie jak Paryż i Marsylia, podzielony jest na dzielnice - tzw. arrondissements. W Lyonie jest ich dziewięć. Każda ma swoje własne "małe merostwo", w którym można załatwić prawie wszystkie sprawy urzędowe: od wykupienia abonamentu na parkowanie, po wyrobienie dowodu osobistego. "Duże merostwo" w centrum miasta nie zajmuje się kontaktami z mieszkańcami, tylko dokumentacją.

Trafić do delegatury nie jest trudno. Drogę wskazują kierunkowskazy, których w okolicy jest pełno. Poza tym każdy mieszkaniec doskonale wie, gdzie znajduje się jego urząd. Przy wejściu - oszklone tablice informujące, co można załatwić w urzędzie i w jakich godzinach. Są także informacje, jakie dokumenty czekają do odebrania. Tutejsze merostwo czynne jest też w soboty, więc mieszkańcy nie muszą zwalniać się z pracy w tygodniu, żeby zdążyć przed zamknięciem urzędu o 16:45.

Jest południe. Wchodzimy do środka. Na wprost drzwi biuro informacji. - W czym pomóc? - pyta uśmiechnięty urzędnik. - Chcemy wyrobić dowód osobisty - wyjaśniamy. - Drugie piętro i na prawo - słyszymy odpowiedź.

Idziemy. W pokoju pięć biurek. Przy każdym urzędniczka. Poza nami nie ma żadnego innego petenta. Zanim zdążą się zamknąć drzwi, po raz drugi słyszymy: "W czym pomóc?". Kiedy Kader mówi o dowodzie, od razu jest proszony do jednej z pań.

Czas start. Złożenie dokumentów, kilka podpisów, informacja, że trzeba donieść jeszcze jeden kwitek i zaproszenie za trzy tygodnie po odbiór dowodu. Wynik: 10 minut. - Zapomniałem jednego pisma. To moja wina. Będę musiał donieść. Zrobię to jutro - mówi Kader.

Małe i jeszcze mniejsze urzędy
"Małe merostwa" w Lyonie pełnią także inną funkcję. Są obrońcami interesów swoich mieszkańców. Walczą o nich w dużym merostwie i poza nim. To wzmacnia zażyłość mieszkańców z urzędnikami. Pojawia się coś takiego jak solidarność między mieszkańcami poszczególnych dzielnic. Nie tylko dzielnic - mówi Martine Brosy, dyrektorka delegatury merostwa piątej dzielnicy.

Dodatkowo każda lyońska dzielnica podzielona jest na mniejsze części, tzw. "conseils". Mają one swoich "prezydentów" i rady. Ich cel to przede wszystkim rozmawiać z mieszkańcami, poznawać ich problemy, opracowywać w miarę możliwości wspólne plany działania i projekty do realizacji w okolicy.

- Takie mikrodzielnice w efekcie są na tyle kameralne, że mieszkańcy doskonale wiedzą, czego im potrzeba. Po rozmowach między sobą przedstawiciele spotykają się z nami w delegaturach, gdzie pracujemy nad konkretnymi sprawami, jak na przykład problemem z hałasem w dzielnicy, przebiegiem nowej drogi osiedlowej, czy nowym placem zabaw na osiedlu - opowiada dyrektor Brosy.

Jeszcze kilka lat temu, zanim "conseils" weszły w życie, wszystkie sprawy dotyczące problemów mieszkańców załatwiano w delegaturach. Spotykali się tam przedstawiciele mieszkańców całej dzielnicy.

Brosy: - Ale to było uciążliwe, bo okazywało się, że dzielnica jest zbyt obszerna i różnorodna, żeby spotykać się i mówić o tych samych problemach. W efekcie kłopoty, które dotyczyły jednej części mieszkańców, nie istniały dla innych. Teraz nie ma z tym problemu.

Mieszkaniec może zmienić rzeczywistość
Ale lyończyk ma wpływ nie tylko na rzeczywistość własnego osiedla, czy dzielnicy. Dowiaduje się tego w wydziale urbanistyki lyońskiego merostwa. Na ścianie wisi ogromna mapa. Widać na niej każdy budynek. Mapa przymocowana jest ledwo co. Aż dziwne, że się w ogóle trzyma. - Nie musi. Jest ciągle zmieniana - wyjaśnia mi Elodie Mathieu, inżynier.

Mapa to urbanistyczny obraz całego Lyonu. To jeden z najważniejszych (i największych pod względem rozmiaru) dokumentów miejskich. Każda najmniejsza zmiana, choćby w postaci dorysowania bloku wielkości paznokcia, jest tam umieszczana. Dlaczego? Bo wszystko musi być aktualne. Do mapy mają dostęp mieszkańcy.

Po co? Bo mieszkańcy mają wpływ na każdą inwestycję miejską. - Takie jest prawo. Najpierw powstaje pomysł i lyończycy, a przede wszystkim stowarzyszenia, które ich reprezentują, mogą go ocenić. Dopiero przy pozytywnej ocenie powstaje koncepcja i projekt. Kolejny krok należy do urzędników, którzy zatwierdzają projekt z sugestiami mieszkańców, a na koniec lyończycy po raz drugi oceniają - tym razem gotowy już - projekt - instruuje Mathieu. Dopiero później inwestor ubiega się o pozwolenia. Jeśli nie będzie zgody mieszkańców, inwestycja może nie dojść do skutku.

Na konsultacje mieszkańcy mają miesiąc. Gotowe projekty i makiety mogą zobaczyć w specjalnych pomieszczeniach przy placu budowy lub w merostwie. Jakie poprawki najczęściej proponują? - Obniżają budynki, bo wolą mieszkać obok siebie niż jeden na drugim, chcą więcej ławek, światła. To zmiany bardziej "ludzkie" niż techniczne - opowiada Mathieu.

W Lyonie trwają przygotowania do dwóch dużych inwestycji miejskich. Jedna z nich to La Confluence, czyli nowe centrum miasta. Powstanie tam nowoczesna dzielnica, w której wykorzysta się stare budynki. Będą tam też przestrzenie publiczne takie jak aleje, ławki, trawniki, ogrody. Miasto uruchomiło specjalne pomieszczenie z planami i makietami. Organizuje także konferencje prasowe dla mediów, mieszkańców, inwestorów. Potem trwa dyskusja na temat nowej inwestycji, ludzie dowiadują się jej szczegółów, opowiadają o swoich zastrzeżeniach. Są partnerami, nie kimś gorszym. Podobnie jest w nowym projekcie urbanistycznym La Duchere w północno-zachodnim Lyonie, gdzie powstanie nowe osiedle mieszkalne. Tam lyończycy przychodzą z aparatami i własnymi rysunkami.

Lyończycy mogą poza tym samemu przygotowywać projekty inwestycji lub zmian. - Dostaliśmy ostatnio sugestię od jednego ze szpitali z oddziałem dziecięcym. Chcą mieć na swoim terenie plac zabaw dla dzieci. Wcześniej zgłosił się do nas mieszkaniec, który chce, żeby objąć ochroną kilka zabytków w jego okolicy. Tak się stanie - mówi Mathieu.

Panią Claire spotkałem przy makiecie La Duchere. - To nasze miasto i mamy prawo mieć w nim to, co chcemy. Poza tym, to jest chyba normalne w demokracji? - pyta mnie.
Nie odpowiedziałem.

Źródło: Gazeta Wyborcza 2007.11.14

Publikacja niniejszego tekstu nie ma charakteru komercyjnego, służy wyłącznie celom edukacyjnym, dydaktycznym i naukowym - zgodnie z Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4.02.94 r. ((Dz.U. z dn. 23.02.94 r. nr 24, poz. 83).

21.01.2008. 00:53

Przemyslaw Szymanski on 22.01.2008. 00:39

Polecono mi Pani strone jako ciekawą. Faktycznie taka jest. Bede tutaj zagladał. Powodzenia! Pzdr

Napisz komentarz

* = pole wymagane

:

:

:


3 + 1 =