Home Contact Sitemap

mojemiasto.org.pl

Ubi concordia, ibi victoria !

Partycypacja społeczna w projektowaniu jest postawa, która może zainicjować zmiany w tworzeniu i zarzadzaniu srodowiskiem życia ludzi. - Prof. H. Sanoff

HOME · eFELIETON


Metropolie w Polsce?

Profesor Ryszard Cichocki - socjolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu - w wywiadzie przeprowadzonym przez Łukasza Zalesińskiego, publikowanym w Rzeczypospolitej 19 maja b.r., twierdzi że żadne z miast Polski nie stanie się metropolią.


Nie będziemy mieli w Polsce metropolii
Łukasz Zalesiński 19 maj 2008,
Rozmowa z dr. hab. Ryszardem Cichockim

Rz: Z sondażu "Rz” wynika, że zdaniem Polaków Warszawa jest najlepszym miejscem do inwestowania, miastem najdynamiczniej się rozwijającym i najbardziej europejskim. Większość ankietowanych wolałaby mieszkać jednak poza nią – najchętniej w Krakowie. Z czego wynika ta rozbieżność?

Ryszard Cichocki: W ostatnim czasie Warszawa znalazła się w szczególnej sytuacji, bo przekroczyła pewien potencjał krytyczny. Miasto koncentruje ogromny, jak na polskie warunki, kapitał. Podpisuje się tam 80 proc. wszelkich, zawieranych w kraju kontraktów. Warszawa działa niczym magnes – przyciąga rzesze młodych, ambitnych, ciężko pracujących ludzi. Jest dla nich atrakcyjna, z drugiej jednak strony może przerażać. Szybki rozwój łączy się z rozbiciem tradycyjnych struktur rodzinno-towarzyskich. Dlatego bardzo wiele osób ucieka do mitu, jakim jest Kraków – miasto postrzegane jako spójne i zrównoważone. Tyle że mit często niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Badania wskazują, że lepsze warunki do życia panują choćby w Gdańsku, nie mówiąc już o Poznaniu.

Polska uchodzi za kraj warszawocentryczny. Czy ta sytuacja może się zmienić?

Polska przez blisko 50 lat była krajem silnie scentralizowanym. W latach 90. pojawiły się samorządy i kręgosłup tego modelu został przetrącony. Nadal jednak w Warszawie znajdują się kluczowe dla kraju instytucje, a system przepływu pieniędzy jest skonstruowany w ten sposób, że fundusze nim trafią na prowincję, muszą przejść przez stolicę. Trudno przypuszczać, by w najbliższym czasie się to zmieniło. W świecie mamy wiele przykładów rozrzucenia instytucji po większych miastach. Wydaje się, że Poznań byłby świetnym miejscem na siedzibę Banku Centralnego… Pana zdaniem wciąż mamy podział na Polskę A i B?

Ten podział istnieje, ale jego kryteria się zmieniają. Do niedawna za granicę dwóch światów uchodziła Wisła. Teraz powoli możemy mówić o Polsce dużych miast i małych miasteczek, gdzie poziom zarobków czy szanse na rozwój są nieporównywalnie mniejsze. Przepaść między dużymi ośrodkami a prowincją będzie niestety rosła.

Pracowity poznaniak, zdystansowany do świata krakowianin, patrzący na wszystkich z góry warszawiak. Te stereotypy są nadal żywe, czy powoli się zacierają?

Stereotypy nadal funkcjonują, choć coraz słabiej są zakorzenione w doświadczeniach. Ludzie przenoszą się z miejsca na miejsce, wędrują za pracą. Ludność dużych miast ulega przemieszaniu. Stereotypy są ukierunkowane na zewnątrz, odnoszą się do rzeczywistości, której nie znamy. Kiedy ją poznajemy, przestajemy porządkować świat za ich pośrednictwem.

A czy istnieje coś takiego, jak warszawka?

Kiedyś tym mianem określano specyficzne środowisko inteligencko-urzędnicze, które luźno traktowało pewne reguły, stawiało się ponad nimi. W określeniu była mieszanina pogardy i zazdrości. Taka warszawka jednak powoli odchodzi w przeszłość. Dziś warszawka to młodzi ludzie, którzy do stolicy przyjechali z prowincji i doświadczyli ogromnego awansu społecznego. Robią kariery, nieźle zarabiają, ciężko pracują, a w ich zachowaniu widoczne jest silne lekceważenie małych ośrodków. Co ciekawe, u warszawian z dziada pradziada takich zachowań nie dostrzeżemy.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ostatnio w Polsce zapanowała moda na pewne miasta. Do Krakowa dołączyły Łódź, Wrocław. Z czego to wynika?

Moda ma dwa źródła. Pierwsze z nich to kwestia specyficznego środowiska czy kapitału kulturowego, który posiada na przykład Kraków – miasto znane poza granicami Polski. Drugie wiąże się ze zdolnością koncentrowania na sobie uwagi. Doskonałym przykładem jest Wrocław. Inicjuje mnóstwo przedsięwzięć, o których dużo się mówi. I choć wielu nie udaje się doprowadzić do końca, to w świat idzie sygnał „robimy rzeczy wielkie”.

Czy którekolwiek z polskich miast ma szanse, by się w przyszłości stać europejską metropolią?

Raczej nie. Najbliżej tego jest Warszawa, ale nawet ona nie ma takiego potencjału finansowego, historycznego, naukowego jak Londyn czy Paryż. Może się stać europejskim miastem trzeciego, co najwyżej drugiego szeregu, jak np. Stuttgart czy Hanower.

Źródło : Rzeczpospolita


Publikacja niniejszego tekstu nie ma charakteru komercyjnego, służy wyłącznie celom edukacyjnym, dydaktycznym i naukowym - zgodnie z Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4.02.94 r. ((Dz.U. z dn. 23.02.94 r. nr 24, poz. 83).


Komentarze (0) 26.05.2008. 06:40

Wielkie Derby Górnego Śląska a przestrzeń społeczna

Marek Wojciechowski

Cotygodniowy e-felieton: z socjolog(g)ii miasta.


Wielkie Derby Górnego Śląska a przestrzeń społeczna

Wielkie Derby Górnego Śląska w ligowej piłce nożnej to wydarzenie jak najbardziej sportowe więc jaki związek ma ono z tematyką partycypacji społecznej, problematyką przestrzeni społecznej?
Ano ma, w dodatku - moim zdaniem – wręcz bezpośredni.
Oto bowiem, co w realiach polskiej piłki nożnej jest wydarzeniem bez precedensu, blisko 42 tysiące osób, mieszkańców Górnego Śląska, choć nie tylko, miłośników Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze wybrało piłkarski mecz, atmosferę stadionu piłkarskiego na miejsce i czas spędzenia dwóch godzin w niedzielne popołudnie.

Przedstawiciele różnych klas społecznych, zawodów, płci, przedziałów wiekowych, orientacji politycznych i wyznawanych światopoglądów postanowili, przez nikogo nie poganiani, nie siłą a dobrowolnie, wspólnie uczestniczyć w wydawałoby się dosyć prostym, plebejskim wydarzeniu. I bynajmniej nie wyłącznie ze sportowych powodów. Kilkudziesięciotysięczny tłum wykupił bilety nie tylko po to aby wziąć udział w demonstracji głodu do wielkiej piłki. Tych z górą czterdzieści tysięcy ludzi zebrało się w świątyni polskiego i śląskiego piłkarstwa po to aby powspominać stare, dawne, dobre czasy i wymarzyć sobie nowe, jeszcze lepsze.

Na Stadionie Śląskim poza bardzo zaciekłą boiskową kopaniną dwóch odwiecznych rywali, dokonało się bowiem wielkie wydarzenie w przestrzeni symbolicznej, przestrzeni społecznej. Ludzie po raz kolejny dowiedli tego, że chcą być razem, chcą wspólnie dzielić się emocjami, przeżywać ważne dla nich chwile, momenty, wydarzenia.

Kontynuuj czytanie Komentarze (0) 02.03.2008. 10:20

Tworzenie przestrzeni społecznej

Małgorzata Hanzl

Tworzenie przestrzeni społecznej


Chciałabym napisać o tym, co można byłoby w Łodzi zmienić już, od zaraz, nie czekając na nic i nie oglądając się, aż zrobi to za nas ktoś inny. Przesyłam słów kilka o potrzebie tworzenia przestrzeni społecznych.

Wszyscy chcielibyśmy mieszkać w ładnym, zadbanym otoczeniu. Drażni nas zaniedbanie najbliższego sąsiedztwa naszych domów, brak zieleni, placów zabaw, miejsc do spacerowania i odpoczynku. Wyglądając przez okno, widzimy smutny krajobraz. Wszyscy chyba dostrzegamy potrzebę zmian, choć jednocześnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możemy mieć wpływ na nasze najbliższe otoczenie.

W teorii urbanistyki wyróżnia się trzy podstawowe kategorie przestrzeni miejskiej. Są to: przestrzeń publiczna - ulice, place, skwery, parki, przestrzeń prywatna - tego pojęcia nie trzeba, jak sądzę, dodatkowo wyjaśniać, oraz przestrzeń półpubliczna - nazywana również przestrzenią sąsiedzką, półprywatną, a także jeszcze inaczej - przestrzenią społeczną. Tej ostatniej kategorii chciałabym poświęcić kilka słów. Terminem przestrzeń społeczna określa się przestrzeń przynależną do pewnej grupy społecznej. W skali mikro bywa równieŜ nazywana przestrzenią sąsiedzką, czyli taką, która bezpośrednio towarzyszy miejscu zamieszkania. Występowanie przestrzeni grupowych, sąsiedzkich, społecznych jest niezbędnym warunkiem kształtowania aktywnych relacji związanych z miejscem zamieszkania. I odwrotnie: relacje międzyludzkie rozgrywające się w miejscu zamieszkania wpływają na kształt przestrzeni, w której się odbywają.

Najczęściej mianem przestrzeni społecznej określamy bezpośrednie sąsiedztwo domów mieszkalnych. W przypadku zabudowy śródmiejskiej są to wnętrza podwórek. Odnosząc się do zabudowy osiedlowej - są to wnętrza dziedzińców pomiędzy blokami lub po prostu przestrzeń sąsiadująca z zabudową, mniej lub bardziej wydzielona.

Kontynuuj czytanie Komentarze (0) 05.01.2008. 16:20