Home Contact Sitemap

mojemiasto.org.pl

Ubi concordia, ibi victoria !

Partycypacja społeczna w projektowaniu jest postawa, która może zainicjować zmiany w tworzeniu i zarzadzaniu srodowiskiem życia ludzi. - Prof. H. Sanoff

HOME · LODZIANA · Czy jesteśmy społeczeństwem obywatelskim?


Czy jesteśmy społeczeństwem obywatelskim?

Wywiad z Joanną Delbar przeprowadzony przez Joannę Blewąska pochodzi z Łódzkiego Dodatku Gazety Wyborczej z 6 lutego 2008


Uczymy się demokracji i zaczynamy wierzyć, że mamy na coś wpływ: od tarczy antyrakietowej po sprawy spółdzielni mieszkaniowej, czyli na jaki kolor pomalować klatkę schodową i gdzie wydzielić parking pod blokiem.

Czy jesteśmy społeczeństwem obywatelskim? - badanie takie przeprowadził Instytut MillwardBrown SMG/KRC, na zlecenie Związku Firm Public Relations, przy współpracy z Joanną Delbar, łodzianką, specjalistką PR.

Z raportu wnika, że lokalne władze nie mówią mieszkańcom o tym, co robią. A my coraz bardziej chcemy wiedzieć, co władze planują, i mieć na to wpływ. Co trzeci ankietowany uważa, że posunięcia prezydenta i jego zastępców mają duży wpływ na nasze życie, a 8 proc. jest zdania, że władze powinno się kontrolować i można na nie wpływać, ale tyle samo czyli 8 proc. czuje bezsilność - "I tak nic nie zrobią, nic to nie da" - uważają.

Joanna Blewąska: Mamy w Łodzi przykłady postaw obywatelskich?

Joanna Delbar: Oczywiście i to wcale niemało. Choćby ostatnie: forumowicze, którzy złapali człowieka malującego na murach napisy w formie haiku. Albo grupa, która założyła stronę o brudnej Łodzi i w najbrzydszych miejscach nakleja Czarne Kropy.

Kilka lat temu powstało kilka prężnych stowarzyszeń, m.in. Lotnisko dla Łodzi, Łódź na Fali. Dziś mniej o nich słychać.

- Stowarzyszenie ma na początku mnóstwo pomysłów i dużą determinację. Niestety niektóre władze miejskie - łódzkie na pewno - traktują takie organizacje jak wroga. Zamiast czerpać podpowiedzi, co jest ważne dla mieszkańców, widzą w tym tylko wytykanie niedociągnięć. Początkowo walczy, ale każdy ma określoną ilość siły do działania. W końcu nawet najambitniejsi przechodzą na anonimowe fora i tam wylewają swoje frustracje. To już nikomu nie służy, duża, dobra siła została zaprzepaszczona.

Co zatem powinny robić władze miasta?

- Bardzo dobrym przykładem jest zapytanie łodzian, jak zagospodarować plac Wolności. Jeśli ostatecznie zrealizowany zostanie projekt wybrany przez mieszkańców, miasto udowodni, że liczy się z ich opinią.

Inny znakomity przykład pochodzi z Warszawy. To program Oświecona Warszawa. Raport zlecony przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy "Warszawska mapa bezpieczeństwa" wykazał, że mieszkańcy stolicy nie czuli się bezpiecznie. Miasto we współpracy z Fundacją RWE Stoen zdecydowało się na postawienie stu latarni w wyznaczonych przez ludzi miejscach. Bardzo chętnie typowali, gdzie powinny stanąć. Gdy już działały, przeprowadzono kolejne badania poczucia bezpieczeństwa. Okazało się, że jest dużo, dużo lepiej. Na pewno dlatego, że wieczorami było widniej. Ale jestem przekonana, że ludzie identyfikowali się z tym dziełem, więc efekt musiał być dobry.

Uważam, że taki projekt warto też zrobić w Łodzi, gdzie poczucie bezpieczeństwa też jest niskie!

Ale obok działań, w których uczestniczą mieszkańcy, niezwykle ważna jest po prostu informacja. Na przykład, teraz łodzianie denerwują się, że stoją w korkach. Wystarczyłyby tablice: "Przepraszamy za utrudnienia, ale remonty są po to, by za rok jeździło się dużo lepiej". Do tego miasto powinno z wyprzedzeniem mówić, które drogi będą zamknięte. Gdyby tak było, w korkach stalibyśmy spokojniej.

O tym, jak ważna jest informacja, świadczy przykład Kalisza. Miał tam powstać rodzinny dom dziecka. Nikt jednak ludziom tego oficjalnie nie powiedział. Powstała plotka, że w domu zamieszkają ludzie z problemami alkoholowymi. Sąsiedzi protestowali, że nie chcą pijaków. A chodziło o tak delikatną sprawę jak rodzinny dom dziecka.

A czy ludzie chcą brać udział w życiu miasta? Nie odpowiedzą, że nie mają czasu, bo przecież pracują.

- Z badań wynika, że zdecydowanie nie chcą być pomijani. Co więcej, jestem przekonana, że potrafią być elastyczni. Są skłonni zmienić zdanie, jeśli usłyszą przekonujące argumenty. Gdyby inwestor chciał wybudować centrum logistyczne na kawałku lasu łagiewnickiego, wywołałby oburzenie. Ale jeśli spotka się z ludźmi, zapewni, że w innej części lasu posprząta, postawi kilkadziesiąt ławek i zrobi ścieżki rowerowe, mogliby się zgodzić. Firmy są świadome, że ich działania musi poprzedzić dialog społeczny. Szczególnie te z kapitałem zagranicznym, które pewnie wynoszą tę wiedzę ze swoich krajów. Gdy w Łodzi zainwestował Gillette, nie było kontrowersji. A mimo to stworzył dla mieszkańców piękne dywany kwiatowe. Podobnie Dell, który sadził drzewa.

Ludzie organizują się teraz przy wykupie mieszkań spółdzielczych. Angażują się, ale - jak opowiadają "Gazecie" - jest to walenie głową o ścianę.

- Wiem doskonale, co to znaczy. Sama mam pod blokiem pustą ruderę z oknami zabitymi od czterech lat. Spółdzielnia nie potrafi mi odpowiedzieć, z kim rozmawia o jej wyburzeniu. Prezes bezradnie rozkłada ręce. W takich sytuacjach powinniśmy na każdym kroku przypominać rządzącym, że są dla ludzi. Warto też organizować się w większe grupy, bo w nich siła.

Ale jeśli prezes i tak czuje się bezkarny?

- Tu wychodzi nasza młoda demokracja. Prezes jest ze starej rzeczywistości, w której nie musiał rozliczać się przed społeczeństwem. Teraz jesteśmy coraz bardziej świadomi, że musi to robić, i nie zwalniajmy go z tego obowiązku.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź


Publikacja niniejszego tekstu nie ma charakteru komercyjnego, służy wyłącznie celom edukacyjnym, dydaktycznym i naukowym - zgodnie z Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4.02.94 r. ((Dz.U. z dn. 23.02.94 r. nr 24, poz. 83).

06.02.2008. 22:25

Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Napisz komentarz

* = pole wymagane

:

:

:


4 + 2 =