Partycypacja społeczna w projektowaniu jest postawa, która może zainicjować zmiany w tworzeniu i zarzadzaniu srodowiskiem życia ludzi. - Prof. H. Sanoff
HOME ·
LODZIANA · Utopijna pogoń za Łodzią czterech kultur
Utopijna pogoń za Łodzią czterech kultur
Utopijna pogoń za Łodzią czterech kultur
doc. dr inż. arch. Elżbieta Muszyńska,
prezes Łódzkiego Oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich,
kierownik Zakładu Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej
Artykuł opublikowany w
Dzienniku Łódzkim, 1–2 marca 2008, s.22-23
Władze miasta ogłosiły konkurs na specjalną strefę sztuki – pierwszy obiekt w tak zwanym NOWYM CENTRUM ŁODZI. Informacje o tym zamieściły najważniejsze łódzkie gazety, opatrując je frapującymi i podniosłymi tytułami: POLSKA Dziennik Łódzki: „Archikatedra sztuki” Gazeta Wyborcza: „Katedra sztuki XX wieku”. Jednocześnie na łamach „Dziennika Łódzkiego” toczy się dyskusja pod hasłem „Piotrkowska – najdłuższy kłopot Łodzi”. Moja wypowiedź, pełna niepokoju i sceptycyzmu, dotyczy obu tych, jakże aktualnych, tematów.
Zauroczeni śmiałą i marzycielską ideą sympatycznych zapaleńców z Fundacji Sztuki Świata oraz koncepcją urbanistyczną światowej sławy architekta Roba Kriera, uwierzyliśmy w możliwość zagospodarowania zaniedbanych 90 hektarów
jako Nowego Centrum Łodzi. Władze Łodzi i Rada Miejska, akceptując ideę budowy specjalnej strefy sztuki oczekują, że równolegle z tym obiektem zrealizowane zostanie centrum festiwalowe i wokół „serca nowego centrum w naturalny sposób będzie narastać nowa tkanka miasta” (to cytat z warunków konkursu). Ten optymizm napawa nadzieją i jest godny podziwu.
Mój podziw nie jest jednak pozbawiony sceptycyzmu. W warunkach konkursu czytamy, że „istota tego projektu sprowadza się do powtórzenia przez miasto tych samych czynności, jakie doprowadziły do jego rozwoju, kiedy Łódź była miastem czterech kultur”. Od tamtych czasów minęło niemal 200 lat i wobec kompletnej zmiany wszelkich uwarunkowań przytoczone zdanie jest czystą utopią. Trawi mnie obawa, że w pogoni za tą utopią możemy zaprzepaścić to, co już mamy, a co pogrąża się i popada
w ruinę – istniejące centrum Łodzi.
Historyczny kręgosłup naszego miasta – ulica Piotrkowska i przylegające do niej kwartały –ma kulturową wartość i rangę niemniejszą niż starówki innych miast. Tymczasem to co najcenniejsze – dziewiętnastowieczne historyczne centrum naszego miasta – jest jak kości dotknięte osteoporozą. Kwartały przylegające do Piotrkowskiej pełne są pustostanów, ruder grożących zawaleniem. Piotrkowska – jeszcze niedawno nasz powód do dumy, a dziś „największy kłopot Łodzi” –
staje się coraz mniej atrakcyjna, a jej regres stale się pogłębia. Przylegające do niej kwartały to w wielu miejscach zupełna ruina. To co dzieje się między Piotrkowską a Zachodnią na odcinku od Manufaktury do Zielonej woła o pomstę do nieba
już ponad pół wieku. Podkreślam, że Piotrkowska to nie tylko korytarz ulicy, nie tylko tworzące ją ściany – fasady budynków, lecz także to, co kryje się za tymi fasadami. Naprawdę atrakcyjną ulicą stanie się wtedy, gdy z równoległymi do niej ulicami
Zachodnią – Kościuszki i Wschodnią – Sienkiewicza połączy ją sieć pasaży, pieszych przejść posiadających
różnego rodzaju usługi i zieleń.
Kolejny problem stanowią łódzkie place – najważniejsze przestrzenie publiczne, bez których miasto nie byłoby miastem. Niegdyś Łódź miała ich więcej, dziś pozostały właściwie tylko trzy: Rynek Staromiejski, placWolności i plac Dąbrowskiego. Wszystkie trzy jeszcze zaniedbane, lecz wierzę w ich rychłą rewaloryzację. Pozostałe place właściwie przestały istnieć, zmieniły się w parkingi lub targowiska wypełnione obskurnymi budkami albo nową ucywilizowaną zabudową handlową, która
na zawsze zmieniła ich kształt i charakter.
Złożona problematyka rehabilitacji przestrzennej śródmieścia Łodzi od wielu lat jest obecna w programie studiów architektonicznych Politechniki Łódzkiej. Poświęconych jej było wiele prac magisterskich, a także projektów kursowych
w ramach przedmiotu projektowanie urbanistyczne. W bieżącym roku, w związku z obchodami 50-lecia istnienia Łódzkiego
Oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich, jego zarząd zorganizował konkurs na prace studenckie poświęcone tej problematyce. Nagrody wręczono uroczyście 1 lutego br. na jubileuszowej konferencji „Wizja Łodzi XXI wieku”. Powstało
szereg bardzo interesujących koncepcji programowo-przestrzennych dla najbardziej zaniedbanych, pilnie wymagających rewaloryzacji, centralnych obszarów miasta. Otrzymaliśmy bogaty materiał, który powinien być wykorzystany w dyskusji
nad kierunkami przekształceń i porządkowania przestrzeni strefy śródmiejskiej.
Przekształcenia są niezbędne, a wymagają wielkiego wysiłku miasta i prywatnych inwestorów. Konieczny jest ogromny potencjał, którego może zabraknąć, gdy rozdrobni się na stare i nowe centrum Łodzi. Na budowę nowego miasto już się zdecydowało, rozpisując konkurs na specjalną strefę sztuki, zresztą po raz drugi, bo poprzedni, słabo rozpropagowany, nie przyniósł oczekiwanych efektów. Miejmy nadzieję, że teraz będzie lepiej i do konkursu przystąpią najwybitniejsi architekci.
Zwracam jednak uwagę, że uwarunkowania zawarte w koncepcji Roba Kriera, które muszą spełnić projektanci, są bardzo silnie zdefiniowane i dokładnie przesądzają o bryle budynku. Nie wszyscy wielcy architekci będą skłonni podporządkować się aż tak mocno sprecyzowanym uwarunkowaniom bez poczucia „spętania skrzydeł”. Miejmy nadzieję, że inni potraktują to jako wyzwanie i stworzą dzieło naprawdę wybitne. Powstanie koncepcja, potem projekt budowlany i rozpocznie się budowa długiego, wąskiego obiektu, wciśniętego pomiędzy ulice, które zaistnieją dopiero w przyszłości, być może bardzo odległej. Dopóki nie powstaną sąsiednie kwartały, a do tego potrzeba kolejnych inwestorów, obiekt specjalnej strefy sztuki będzie stał na pustkowiu, jakby wydarty z kontekstu.
Prezydent Jerzy Kropiwnicki, w swoim liście zamieszczonym w gazecie, wyraża nadzieję, że „w wyniku konkursu wyłonimy projekt, którego realizacja przysporzy nam dumy i sprawi, że Łódź stanie się miastem naszych marzeń”. Z całego
serca życzę Panu Prezydentowi, a i nam wszystkim, mieszkańcom Łodzi, aby te nadzieje się spełniły.
Weźmy przykład z Paryża Jednak w szczegółach moje marzenia nieco się różnią. Marzy mi się, aby zaniedbane 90 hektarów,
kryjące w sobie tak wielki potencjał, zmieniło się we wspaniały, śródmiejski park. Pasmo zieleni ciągnącej się od parku Moniuszki, wzdłuż ukrytych pod ziemią torów kolejowych, aż do parku 3 Maja.
Park cieszący wszystkich łodzian i turystów, miejsce oddechu od wielkomiejskiego zgiełku, posiadający atrakcje architektoniczne, służące rekreacji i kulturze. Główną atrakcją byłby kompleks EC1, zrewitalizowany zgodnie z koncepcją
moich znakomitych kolegów – laureatów rozstrzygniętego niedawno konkursu. Kolejną – piękna cerkiew Aleksandra Newskiego. Następną – odrestaurowany zabytkowy budynek dworca Łódź Fabryczna.
Oprócz nich wiele nowych obiektów małej architektury, między innymi związanych z wyjściem z przystanków podziemnej kolei, skąd już tylko krok do stolicy. A w sąsiedztwie parku istniejące obiekty kultury: TeatrWielki przy placu Dąbrowskiego, filharmonia, kino Bałtyk, Łódzki Dom Kultury, teatr Jaracza, łódzki ośrodek telewizyjny, rektorat Uniwersytetu Łódzkiego. Park
połączyłby przestrzennie te ważne dla łódzkiej kultury obiekty. Stałby się zielonym sercem dzielnicy kultury, jej centrum. Byłby jedną z najważniejszych przestrzeni publicznych śródmieścia.
Jeśli chcemy być, i słusznie, tak nowocześni i europejscy, to czemu nie mielibyśmy brać przykładu z Paryża? A tam aż się roi od nowych parków, na które zamieniono dawne obszary przemysłowe, składowe i kolejowe.
Wymienię cztery z nich:
– Hale Paryskie – park w miejscu wyburzonych dawnych hal, a pod nim wielofunkcyjny ośrodek usługowy, połączony z parkiem
przez zagłębione Forum;
– park la Villette – na dawnym obszarze przemysłowo-składowym, z zaadaptowaną na cele kulturalne zabytkową halą rzeźni i z nowymi obiektami: Muzeum Nauki z lustrzaną kulą sferycznego kina la Geode, „pływające” na wodzie, budynkami Świata Muzyki, a przede wszystkim z zielenią;
– park André Citroen – rozległe założenie z wodą, zielenią, małą architekturą na dawnych terenach przemysłowych;
– Le Jardin Atlantique – powstały w wyniku przebudowy dworca kolejowego Montparnasse, ze wspaniałą bujną zielenią na płycie wyniesionej 18 metrów ponad tory kolejowe.
Organizatorzy konkursu na specjalną strefę sztuki, która ma być jednym z wielu planowanych kwartałów zabudowy nowego centrum Łodzi, w tekście warunków konkursowych pogrubionym drukiem zadają pytanie: DLACZEGO NOWA ŁÓDŹ NIE
MIAŁABY BYĆ RAJEM DLA MIESZKAŃCÓW? A ja pytam, czy powszechnemu wyobrażeniu raju bliższe jest „nowe stare miasto z ulicami, przy których znajdą się trudne teraz do określenia budynki” (to też cytat z warunków konkursu), czy też raczej pełen zieleni, rozległy park?
Stworzenie nowego centrum, zabudowanie 90 hektarów w mieście o potencjale inwestycyjnym takim jak Łódź, to zadanie ogromne, trudne i długotrwałe. Trawi mnie niepokój nie tylko o to, że przez kilkadziesiąt następnych lat te 90 hektarów będzie rozgrzebanym poligonem budowlanym, lecz przede wszystkim o to, że znacznie większy obszar śródmieścia pozostanie nieuporządkowany.
Na koniec pozwolę sobie przytoczyć stary dowcip, niezbyt wysokich lotów i dość gorzki, ale adekwatny do ambitnego zamierzenia tworzenia nowego centrum Łodzi: Wraca chłop z miasta do domu, patrzy, a po podwórku biega gromadka jego
dzieci – brudnych, obdartych i usmarkanych. Zwraca się do żony: „Wiesz, stara, w tym mieście to wszystkie dzieciaki takie czyste i wystrojone”. A na to żona: „To co, stary? Myjemy te, czy robimy nowe?”.
No więc zróbmy nowe centrum Łodzi.
Elżbieta Muszyńska07.03.2008. 04:31
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Napisz komentarz
* = pole wymagane