Partycypacja społeczna w projektowaniu jest postawa, która może zainicjować zmiany w tworzeniu i zarzadzaniu srodowiskiem życia ludzi. - Prof. H. Sanoff
HOME ·
Przestrzeń społeczna · Stare blokowisko kontra nowe
Stare blokowisko kontra nowe
Stare blokowisko kontra nowe
Dariusz Bartoszewicz
Artykuł pochodzi z serwisu
Gazeta Wyborcza - Dodatek Stołeczny, z dnia 6 marca 2008
W Wilanowie jak w soczewce ogniskują się zalety i wady starych oraz nowych blokowisk. Między PRL-owskimi pudłami z betonu jest więcej zieleni i potrzebne do życia usługi. W Miasteczku Wilanów poszczególne domy są dużo ładniejsze, podwórka między nimi wypielęgnowane, uderza ład urbanistyczny, ale tysiące ludzi miotają się w świecie niczym z serialu "Alternatywy 4-bis". Brakuje dróg, skwerów i wszystkiego, co potrzebne w codziennym życiu. Tylko plenery zmieniły się z ursynowskich na wilanowskie, stafaż z komunistycznego na kapitalistyczny, no i architektura.
Lepsza przestrzeń do życia
"W latach 70. architekturę mieliśmy fatalną, ale przestrzeń planowana była inaczej. Te brzydkie osiedla sprzed trzydziestu lat są bardzo funkcjonalne - są sklepy, przedszkola, parki i place zabaw, idąc do szkoły, dziecko nie musi przechodzić przez ulicę" - przypomina prof. Zygmunt Ziobrowski, krakowski urbanista i dyrektor Instytutu Rozwoju Miast w wywiadzie "Na obrzeżach miast Polacy szukają spokoju" z "Tygodnika Powszechnego" (z 2 marca).
Według takich zasad był planowany m.in. sąsiadujący z Wilanowem Ursynów (placówki oświatowe odsunięte od dróg, schowane między budynkami w zieleni). Z upływem czasu wyśmiewane i powszechnie krytykowane blokowisko, otaczane przez kolejne pierścienie grodzonych i coraz ciaśniej zabudowanych enklaw, ukazuje także swoje zalety. Również w wymiarze społecznym, bo jak zauważa prof. Ziobrowski,
"taka jednostka urbanistyczna wpływa na zachowania społeczne - dzieciaki znają się od przedszkola, dorośli spotykają się w tym samym sklepie. Na nowych przedmieściach takich rozwiązań nie znajdziemy".
W Miasteczku Wilanów na blisko 170 ha planowanych osiedli deweloper przewidział jedną prywatną szkołę - z bardzo wysokim czesnym. Większość musi wozić dzieci samochodami do publicznych szkół między starymi blokami. Prowizorycznymi drogami nie jeżdżą autobusy.
Przez rów po bułki
Zasiedziały mieszkaniec starego Wilanowa w domu w formie tzw. kostki polskiej na rogu ulic Pastewnej i Radosnej chwali sobie okolicę i dzielnicę, bo tu "prawie wszystko jest". - Kiedy zamieszkałem w 1960 r., to wokół było tylko pole. Pamiętam, że czasem nawet sarna przebiegła. Teraz otaczają mnie bloki. A ci z Miasteczka Wilanów za czymś na kanapkę to muszę lecieć przez rów (chodzi o Potok Służewiecki przy al. Wilanowskiej) - zauważa Jerzy Kulesza, emeryt.
Trochę narzeka na poranny ruch samochodów, bo tuż obok ma zespół szkół przy ul. Gubinowskiej i przedszkola, m.in. Wesołe Kubusie (takich publicznych placówek nie ma w Miasteczku Wilanów). - Ale już się przyzwyczaiłem. Czego mi tu brakuje? Ławek.
- Z Miasteczka Wilanów do mnie przychodzą. Młode dziewczyny z dziećmi w wózkach. Starsi też. Do mnie mają najbliżej - mówi Grażyna Lepianka. Prowadzi sklep z warzywami i owocami (obok MarcPolu na rogu ul. Lentza i Jabłonowskiego). Miasteczko Wilanów ocenia surowo: - Za ogromne pieniądze zrobili ludziom kolejną sypialnię Warszawy. Taki był kiedyś Ursynów.
Pani Lepianka rozglądała się za jakimś lokalem w Miasteczku Wilanów, by tam otworzyć warzywniak. Ale czynsze okazały się zabójcze - wszystkie z tzw. rynku wtórnego. Czyli najpierw ktoś kupił powierzchnie przeznaczone na lokale usługowe i teraz chce zarobić krocie na ich wynajmowaniu.
Astronomiczne stawki za miedzą i rowem potwierdza Marcin Bytniewski, kierownik sklepu z winami przy ul. Kosiarzy 37. - Na prośbę szefa robiłem rozpoznanie w Miasteczku Wilanów. Szukałem lokali o powierzchni nieco ponad 50 m kw. Ale właściciel zażyczył sobie ok. 55 euro za metr kwadratowy miesięcznie. To bardzo dużo. Zrezygnowaliśmy - zdradza pan Marcin.
I zwraca uwagę na inne mankamenty Miasteczka: nie ma dróg ani komunikacji publicznej. Czyli nikt specjalnie do takiego sklepu z innej części dzielnicy nie będzie się przecież tłukł po bezdrożach. Po chwili kierownik sklepu opowiada, jak to majętny klient z Miasteczka Wilanów oglądał trunki na półkach. Kiedy wypatrzył nasze najdroższe wino Château Lafite Rothschild po 1600 zł, rzucił od niechcenia: - Właśnie dostałem cztery takie butelki.
Po szklanie i na rusztowanie
- Plusy i minusy mieszkania tutaj? - zastanawia się Tomasz Kuszłejko, członek Kapituły Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów. Po chwili wyrzuca z siebie całą serię narzekań na dewelopera i władze miasta: nie ma dróg. Obiecany mostek nad Potokiem Służewieckim do gotowej ul. Sarmackiej nie powstaje. Cały obszar Miasteczka to pustynia edukacyjna. Wkrada się chaos. Niektóre osiedla (Aura Park) zaczynają się grodzić. Nie będzie nawet jednego zielonego skweru. Za park muszą wystarczyć nazwy poszczególnych blokowisk oraz trawnik i trochę drzewek przy ul. Klimaczaka. Brakuje ławek.
- Mamy wreszcie pierwszy sklepik przy ul. Sarmackiej, otwarty w grudniu 2007 r., drogi ale dość dobrze zaopatrzony. Sprzedają kosmiczne ilości gorzały, jakby budowlańców nadal obowiązywało zawołanie z PRL: "Po szklanie i na rusztowanie" - dziwi się pan Tomasz.
Po dłuższym namyśle wymienia plusy z perspektywy mieszkańca Miasteczka Wilanów: - Wiosna idzie! (błoto będzie mniejsze). Latarnie się palą. I jak wreszcie zbudują Świątynię Opatrzności Bożej, to może i drogi zrobią, bo nasi politycy są tacy bogobojni.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Publikacja niniejszego tekstu nie ma charakteru komercyjnego, służy wyłącznie celom edukacyjnym, dydaktycznym i naukowym - zgodnie z Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4.02.94 r. ((Dz.U. z dn. 23.02.94 r. nr 24, poz. 83).16.03.2008. 04:28
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Napisz komentarz
* = pole wymagane