Home Contact Sitemap

mojemiasto.org.pl

Ubi concordia, ibi victoria !

Partycypacja społeczna w projektowaniu jest postawa, która może zainicjować zmiany w tworzeniu i zarzadzaniu srodowiskiem życia ludzi. - Prof. H. Sanoff

HOME · Założenia projektu


Szczeście a potrzeba miasta

Słówko komentarza: Bardzo mądry artykuł. Zastanawia mnie dlaczego tak niewielu architektów, urbanistów wypowiada się publicznie na tematy związane z ładem przestrzennym. Gros dyskusji odbywa się w zamkniętym gronie profesjonalistów, podczas konferencji, bez publikacji w ogólnodostępnych mediach. Tym bardziej należy docenić przytoczoną poniżej publikację licząc że śmiałków nie bojących się zabrać głos w tej arcyważnej dyskusji znajdzie się więcej.


Artykuł Do szczęścia potrzebne jest miasto pochodzi z Duzego Formatu Gazety Wyborczej z 19 lipca 2008

Z dr Magdaleną Staniszkis rozmawiali Dariusz Bartosiewicz i Dorota Jarecka


Wszyscy narzekają, że jest brzydko, że źle się dzieje w przestrzeni miast. Mówię im: to dlatego, że wy się na to godzicie, wszyscy - odpowiada Magdalena Staniszkis

Dariusz Bartoszewicz, Dorota Jarecka: - Kiedy patrzymy na zdjęcia z RPA, na których widać grodzone murem luksusowe osiedla, a obok slumsy, wiemy, co to oznacza - pozostałości apartheidu. Patrzymy na osiedla w dużych miastach w Polsce, zagrodzone parkanami, ze szlabanami na drogach wjazdowych. Co taki obraz oznacza w sensie społecznym, politycznym?

Magdalena Staniszkis: - Brak społeczeństwa obywatelskiego. Demokrację wprowadzono, ale nie staliśmy się przez to od razu mądrzejsi. Nie mamy świadomości, że możemy wpływać na to, w jakim mieście żyjemy.

Ludzie chcieli się grodzić. Za to zapłacili pieniądze.

- Tak, ale teraz nie są szczęśliwsi i nie żyje im się lepiej. Zobaczyli, że nie ma w pobliżu szkoły, przedszkola, parku, kościoła, że wszędzie są płoty, więc nie mogą swobodnie spacerować czy pojeździć na rowerze, że nie dojadą samochodem do centrum, bo zbudowano za mało ulic linii tramwajowych czy metra.

Miasto - to Platon powiedział - ludzie założyli do życia szczęśliwego. Nie dla obronności, ale dlatego że ludziom lepiej się żyje w skupiskach. Od tego czasu nic się nie zmieniło. Człowiek to istota społeczna, potrzebuje kontaktu z innymi ludźmi, a żeby je nawiązać - przestrzeni, która tym kontaktom sprzyja.

Pomiędzy relacjami ludzi a przestrzenią zachodzi ścisły związek. Bardzo prosty przykład: kiedy byliśmy biedniejsi i mieszkaliśmy w małych mieszkaniach i nie było możliwości zaproszenia większej ilości osób na obiad, zanikały kontakty rodzinne.

Kontynuuj czytanie Komentarze (0) 29.07.2008. 11:20

Szanuj menela swego! o Rewitalizacji

Nareszcie ktoś to głośno, na łamach prasy - ogólnopolskiej - wyartykułował. Na całym świecie już ileś lat wstecz stwierdzono że rewitalizacja polegająca na tworzeniu homogenicznych społecznie dzielnic, pozbawionych kontynuacji nie prowadzi do niczego dobrego . Efektem ubocznym takich działań są slumsy w miejscach do których przenoszona jest ludność "wykluczona społecznie".

Tymczasem w Polsce wciąż tego rodzaju działania "rewitalizacyjne" są podejmowane i - pomimo protestów mieszkańców - prowadzone. Patrz łódzki Księży Młyn (wątek na forum GW na ten temat)

Polecam leturę poniższego artykułu autorstwa Wojciecha Orlińskiego, Duży Format Gazety wyborczej z 1 lipca 2008


Szanuj menela swego. Gentryfikacja czy rewitalizacja?

Gentryfikacja oznacza rozwój zaniedbanego zakątka miasta, który dzięki modnym klubom i luksusowym apartamentowcom przestaje się już kojarzyć z ruderami i menelami. Polscy urbaniści używają wprawdzie od dłuższego czasu określenia rewitalizacja, ale po pierwsze, takie ono polskie jak gentryfikacja, a po drugie - słowo rewitalizacja, czyli ożywienie, budzi od razu pozytywne skojarzenia.

Na zdjęciu: Protest jeszcze nie wysiedlonych mieszkańców dzielnicy East Village - w coraz większym stopniu stającej się miejscem zamieszkania japońskiej elity finansowej.


W Nowym Jorku każdy ma swoją opowieść o gentryfikacji i zawsze są to opowieści ponure. W Polsce na razie do zjawiska podchodzimy z radosną naiwnością...

Jesteś dziennikarzem, tak? No to właściwie dla uratowania dzielnicy powinniśmy cię teraz pobić, żebyś to opisał i żeby biali ludzie znowu zaczęli się bać Harlemu - mówi mi facet, od którego przed chwilą kupiłem książkę o udziale FBI w zamordowaniu Martina Luthera Kinga.

Stoimy na 125. Ulicy, w samym sercu Harlemu, parę przecznic od legendarnego Apollo Theater, gdzie rozkwitały kariery Elli Fitzgerald, Jamesa Browna i Arethy Franklin. Zobaczyłem tłum demonstrantów z transparentami, więc - jak to turysta - podszedłem sprawdzić, o co chodzi. Zagadnąłem faceta sprzedającego ze stolika książki, najczęściej traktujące o syjonistycznych spiskach przeciwko czarnej rasie, a rozmowa bardzo szybko zeszła na temat pobicia mnie dla dobra dzielnicy.

Kontynuuj czytanie Komentarze (0) 10.07.2008. 10:20

Public Participation po polsku

Krystyna Pawłowska

Public participation po polsku
czyli dialog na temat przestrzeni Niepołomic

Artykuł pochodzi z czasopisma Autoportret - i jest publikowany za zgodą i dzięki uprzejmości Autorki - Pani Profesor Krystyny Pawłowskiej oraz Redakcji Autoportretu.


Architektura – jak głosi jej podstawowa definicja – to „sztuka organizowania przestrzeni dla potrzeb człowieka”. Niestety ostatni człon tej definicji, mówiący o człowieku jako głównym adresacie architektury, często traktowany jest przez architektów po macoszemu. Przekonanie, że architekt w oparciu o swoja profesjonalną wiedzę wie lepiej, czego ludziom potrzeba, bywa traktowane jako uzasadnienie dla charakterystycznej postawy: architekt – raczej władca niż organizator przestrzeni, raczej nauczyciel życia niż wykonawca zadań powierzonych, raczej wyzwolony artysta niż twórca sztuki stosowanej. Gdyby architektura, jak matematyka, na to samo pytanie udzielała zawsze tej samej, jedynie słusznej odpowiedzi, może w tego rodzaju mentorskich postawach byłoby więcej racji. W praktyce jednak, aby trafnie odpowiedzieć na przestrzenne potrzeby człowieka,

najlepiej po prostu zapytać go o zdanie.

Tak zresztą robi każdy architekt, który działa na zamówienie indywidualnego klienta. Znacznie trudniej zapytać, gdy adresatem jest społeczność – im większa, tym trudniej.

Niepołomice są miasteczkiem z wielu względów wyjątkowym. Od 15 lat rozwijają się znakomicie, korzystając z szans, jakie dają wolny rynek i demokracja. Pewnie dlatego tu można było z powodzeniem zastosować ideę, którą architekci polscy znają, ale lepiej z literatury zachodniej niż z polskiej praktyki.

Idea partycypacji społecznej,

bo o niej tu mowa, zakłada uczestnictwo ludzi (mieszkańców i użytkowników) w projektowaniu i podejmowaniu decyzji przestrzennych. Trzeba dodać, że wprawdzie taka partycypacja bez architektów obejść się nie może, ale obowiązek jej organizowania spoczywa nie na architektach, lecz na władzach publicznych. To one powinny czuć się odpowiedzialne za realizację obywatelskiego prawa ludzi do współdecydowania o kształcie przestrzeni, w której żyją.

Kontynuuj czytanie Komentarze (1) 10.04.2008. 02:55

Uczestnictwo społeczne w planowaniu w czasach współczesnych - II

Uczestnictwo społeczne w planowaniu w czasach współczesnych (cz.II)

Artykuł pochodzi z rozprawy doktorskiej dr inż. arch. Małgorzaty Hanzl Nowe możliwości udziału mieszkańców miast w planowaniu przestrzennym jako wynik zastosowania współczesnych technik komputerowych


Rozwój uczestnictwa społecznego w Stanach Zjednoczonych Ameryki
Precedensem wywierania wpływu na władze miejskie w kwestiach planowania, wielokrotnie później naśladowanym, było wymuszenie przez mieszkańców jednej z dzielnic Los Angeles zamknięcia dużej, położonej w sąsiedztwie ich miejsca zamieszkania cegielni. Wydarzenie to miało miejsce w latach dwudziestych ubiegłego wieku [ Majer, 1999, s.113 ].

Ustawa mieszkaniowa z 1954 roku [ Majer, 1999, s.119 ] była pierwszym aktem prawnym, który gwarantował udział mieszkańców w działaniach planistycznych I. W połowie lat 50-tych powszechne stawało się przekonanie, iż proces planistyczny powinien stać się dialogiem, w którym nie należy stosować gotowych recept. Wyznaczanie celów i tworzenie wizji projektu należy poprzedzić gromadzeniem informacji. „Sugerowaliśmy, że przynajmniej częściowo planista postąpi roztropniej rozpoczynając od badania funkcjonalnych aspektów miast niż od swojej własnej oceny wartości, którą stara się on zmaksymalizować .”II Słowa te stanowią odzwierciedlenie ducha tamtej dekady.

Duży wpływ na rozwój uczestnictwa społecznego w planowaniu miał Paul Davidoff – planista i prawnik, który w opublikowanym w roku 1965 słynnym artykule Adwokatura i pluralizm w planowaniu III wezwał urbanistów do reprezentowania interesów najmniej uprzywilejowanych grup społecznych. Był zwolennikiem nowego modelu planowania promującego idee demokracji uczestniczącej. Według niego „Planista powinien poszukiwać szans i możliwości wyboru dla wszystkich, uznając odpowiedzialność planowania wobec nieuprzywilejowanych grup i osób, oraz powinien dążyć do zmiany polityki, instytucji, oraz decyzji, które występują przeciwko takim celom” IV . Planowanie to polityka, której zadaniem jest rozstrzyganie kwestii społecznych. Davidoff stwierdził równocześnie, że uznanie potrzeby skromności i otwartości nie powinno prowadzić do próby wyeliminowania wkładu fachowców w działania mające na celu poprawę warunków miejskich. Podstawowa głoszona przez niego teza zakładała udział urbanistów w procesie planistycznych w roli adwokatów różnych grup. To podejście wywarło ogromny wpływ na amerykańską praktykę planowania i myśl planistyczną lat 70-tych XX wieku. Rezultatem stało się wprowadzenie partycypacji mieszkańców do formalnego procesu planowania na całym świecie.

Kontynuuj czytanie Komentarze (0) 23.03.2008. 18:06

<< Pierwszy < Poprzednia [1 / 3] Następna > Ostatni >>